sobota, 28 lutego 2015

Alkohol w Norwegii

Uwaga: wpis przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich :)

Po wpisie Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo? chcieliście poznać również ceny alkoholu w Norwegii. Celowo nie ujęłam go na tamtej liście, bo temat alkoholowy w Norwegii jest dość szeroki, a jego ciekawość nie wynika tylko z wysokich cen, a również z polityki alkoholowej i kultury jego picia.

Ceny artykułów podane są w koronach, aktualny kurs wynosi 0,48 PLN.
Po kliknięciu zdjęcie powiększy się i może dojrzysz cenę. 

1. Panie, to nie są tanie rzeczy!

Sprawa pierwsza to to, co interesowało Was najbardziej, czyli ceny. Piwo przeciętnie kosztuje tutaj około 25 koron, na promocji można je dostać za 20 koron. Piwo w pubie czy klubie kosztuje od 45 (baaardzo rzadko) do około 100 koron, zazwyczaj około 70-80 koron. Za pół litra polskiej wódki zapłacimy co najmniej 200 koron. Znalazłam ostatnio bardzo tanie wino (jak na tutejsze standardy) za 89 koron. Co ciekawe to samo wino w Polsce kosztuje około 30 złotych. Jedynie 50-procentowa przebitka to naprawdę niewiele w porównaniu z wódką droższą o 400 procent, czy Martini droższym o 300%. Średnio wino kosztuje jednak około 120 koron. 


2. Dowodzik poproszę

Do sprawdzania dowodu jesteśmy już przyzwyczajeni i zdarza się to tak samo często jak w Polsce (mam na myśli normalne sklepy, a nie osiedlowe monopole, gdzie sprzedawcy przymykają oko na piętnastolatków). Jak ktoś wygląda tak młodo jak ja to lepiej nie wybierać się do sklepu bez dowodu. Raz musiałam się wstydzić i odeszłam z pustymi rękoma, bo wybierając się na ognisko wrzuciłam tylko parę koron do kieszeni i kasjerka za nic nie chciała mi sprzedać piwa, nawet kiedy podeszła czekająca koleżanka twierdząc, że to dla niej i w takim razie ona okaże dowód.
Co ciekawsze - po osiemnastce to możemy sobie kupić jedynie słabe piwo (do 4,7%), żeby kupić alkohole wyżej oprocentowane trzeba ukończyć 20 lat.

3. Skoczysz po flaszkę?

To, co dość mocno dziwi, zwłaszcza Polaków, to fakt, że w marketach kupimy wyłącznie piwo lub inne słabe alkohole do 4,7%. Nie ma szans na kupienie za jednym zamachem składników na obiad i pasującego wina. Po wszystkie alkohole przekraczające magiczną liczbę 4,7 musimy udać się do specjalnego sklepu. Vinmonopolet to sieć państwowa, która posiada monopol na sprzedaż mocniejszych alkoholi. Co więcej - w całej Norwegii, która jest większa od Polski, znajdziemy tylko 297 takich miejsc. W Łodzi natomiast jest około 1200 sklepów z koncesją na wyroby alkoholowe. W Oslo raczej nie ma z tym problemu, bo sklepów jest AŻ 29, ale wyobraźcie sobie, że mieszkacie na północy, a jedyny sklep z mocniejszymi trunkami jest w najbliższym mieście. Oddalonym o 60 kilometrów.

4. Skończyła się, pójdziesz po drugą?

Samo znalezienie Vinmonnopoletu może już stanowić problem, ale ważne jest też dotarcie do niego przed zamknięciem. Sklepy czynne są od 10 do 18 w dni powszednie, natomiast w soboty... Tylko do 15. Nici z dokupienia jeszcze jednej butelki, kiedy masz ochotę na więcej. Jeśli chodzi o piwo sprzedawane w marketach, to mylicie się, jeśli sądzicie, że można je kupić zawsze, gdy sklep jest otwarty. Dostępne jest wyłącznie od 10 do 20 w dni powszednie, do 18 w soboty, a w niedziele - nawet jeśli jakiś sklep jest otwarty, co jest tutaj rzadkością, nie ma szans na kupienie czegokolwiek co zawiera alkohol. Nie da się namówić Pani kasjerki na sprzedanie małego piwka 2 minuty po czasie. Zabawny jest też widok lodówek z piwem oklejonych kartonem w sobotni wieczór lub w niedzielę, żeby nikogo nie kusiła schłodzona puszka.

5. Alkohol we własnym zakresie

Jeśli poszlibyście do knajpy z kumplami, to właściwie nie ma szans, żebyście wypili więcej alkoholu niż ten, który sobie sami kupiliście. Nikt tutaj nie stawia kolejek, nawet do odstawienia następnym razem lub za chwilę. Na domówki też każdy przychodzi z własnym asortymentem, ale nawet jeśli to wódka, wino, czy najpopularniejsze chyba tutaj whisky, to nikt nie stawia tego na stole do wspólnej dyspozycji. Zazwyczaj odbywa się to tak, że każdy nalewa własny alkohol do własnej szklanki lub kieliszka, a jeśli impreza się kończy przed zobaczeniem dna w butelce - reszta nie zostaje u gospodarza tylko jest zabierana do domu.

6. Masz jakiś problem?

I na koniec jeszcze taka ciekawostka. Otóż w Norwegii mało kto używa gotówki, za wszystko płaci się raczej kartą. Podobno jeśli często zaopatrujemy się w Vinmonopolet, to możemy dostać telefon ze specjalnej instytucji zajmującej się uzależnieniami, z pytaniem czy mamy może jakiś problem i czy nie potrzebujemy pomocy w wyjściu z nałogu.




Zapytacie pewnie skąd te obostrzenia i jak Norwegowie w ogóle się do tego odnoszą. Wszystkie te zarządzenia wzięły się stąd, że swego czasu wielu mieszkańców borykało się z problemem alkoholowym. Wiecie, północny kraj, zimno, mało słońca, więc trzeba się czymś rozgrzać w długi zimowy wieczór i poprawić humor, kiedy słońce świeci 3 godziny w ciągu doby lub wcale. Rząd postanowił zatem zmniejszyć dostęp do alkoholu. Czy przynosi to pożądany skutek? Z pewnością trudno jest natknąć się na pijanego w sztok człowieka w ciągu tygodnia, nawet wieczorem. Sytuacja diametralnie zmienia się w piątek. Wtedy miasto bawi się, pije do upadłego i mało kto potrafi powiedzieć sobie dość. Niby przez cały tydzień tacy spokojni i zdystansowani, a w weekend chcą dorównać Polakom ;)





1 komentarz:

Drogi Czytelniku, będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz mój tekst. Nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz. Jeśli tak jest - bardzo chętnie przeczytam o Twoim punkcie widzenia, ale nie obrażaj, nie mów, że jestem głupia, uderzyłam się w głowę albo rodzice mnie nie kochali.
Enjoy :)