sobota, 19 marca 2016

Książka bez akcji

Humor z dzienników małżeńskich nr 7*


Wieczorami, tuż przed zaśnięciem, pomiędzy myciem zębów a ostatnim siku, lubimy z Bartkiem rozmawiać o tym, o czym nie ma czasu mówić w ciągu dnia. 'Rozmawiać' to może zbyt duże słowo, zważywszy na to, że mówię zazwyczaj ja, a Bartek, przecierając zaspane już oczy, modli się żebym wreszcie dała mu spokój, ale czasem jednak zdobywa się choćby na dwa słowa, by dać mi poczucie prawdziwej rozmowy. Tak było i tym razem.

- Bo wiesz, czytam ostatnio takie dziwne książki. Bez akcji, rozumiesz? Większość fabuły rozgrywa się w głowie bohatera. Właściwie niewiele się w nich dzieje, oprócz myśli, lęków, refleksji. I wiesz co? Mega mi się podobają, są niesamowite, wciągają bardziej niż niejedne thrillery. Jedną z takich recenzowała ostatnio dość znana blogerka, właściwie to opowiadała o niej na Snapchacie i zastanawiała się czy skończyć ją w połowie, czy męczyć się dalej, bo czytanie jej strasznie ją nudziło. A ja czytam już którąś z kolei! A Ty czytałeś kiedyś coś takiego? A niee... Ty przecież tylko fantasy i fantasy.

- Czytałem.

- Czytałeś? Naprawdę? Co to było? Podobało Ci się?

- No, podobało. Jedną taką znam prawie na pamięć.

- Serio? Wow, to super! Wreszcie coś, co oboje lubimy! A co to było? Może też czytałam?

- Atlas geograficzny. Dużo treści, mało słów, zero akcji.


* Bartek jest tak zabawny, a jego humor tak wysublimowany, że nie chcąc tracić i marnować jego potencjału wymyśliłam nową kategorię dla wpisów z udziałem tego niespotykanego zjawiska, jakim jest Żart BartoSZa (koniecznie przez duże SZ).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku, będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz mój tekst. Nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz. Jeśli tak jest - bardzo chętnie przeczytam o Twoim punkcie widzenia, ale nie obrażaj, nie mów, że jestem głupia, uderzyłam się w głowę albo rodzice mnie nie kochali.
Enjoy :)