poniedziałek, 16 marca 2015

Licencja na dzieci


Od jakiegoś czasu namiętnie obserwuję facebookowy profil Beka z Mamuś na Forach. Często łapię się za głowę, śmieję w głos, pokazuję Bartkowi co ciekawsze fragmenty i mamy wielki ubaw. Często nachodzi mnie jednak myśl, że na dzieci to jednak powinno wydawać się licencje. 
Owszem, obrazek rysowałam w paintcie. Owszem, jedną ręką. Masz rację, lewą.

Dziś przeczytałam wpis Doroty Zawadzkiej o wychowaniu, umieszczony tam dla zbudowania pola do dyskusji. Pani Dorota odniosła się do wysyłanych do niej wiadomości, że dzieci nie potrafią usiedzieć na miejscu i CO JA MAM WTEDY ZROBIĆ?!

No to ja się teraz podszyję pod Panią Dorotę i Wam powiem.

Są dwie opcje. Możesz dać dziecku w dupę, przywiązać do krzesła (pozdro dla Bożeny i jej synka Analka, piona), zakleić dziecku buzię taśmą (pozdro dla nauczycielki ze Śląska - za mało Pani filmów chyba ogląda - nie wie Pani że taka srebrna jest lepsza od jakiejś cienkiej, biurowej tasiemki?). Możesz też nastraszyć policją, psychiatrykiem, domem dziecka i Ojcem Rydzykiem. Są też tak wyrafinowane formy wychowawcze jak klęczenie na grochu, darcie się na pół bloku, obwiązanie sznurem, wystawienie za drzwi, sprzedanie dziecka Cyganom.

Druga opcja jest taka, że znajdziesz inny sposób na ogarnięcie swoich dzieci, pokażesz im jak można bawić się i pożytkować swoją energię w inny sposób niż demolowanie wszystkiego, co znajdzie się na jego drodze, ostentacyjne bekanie gościom restauracji w twarz, podkładanie nóg kelnerkom, zakładanie majtek i staników na głowę, lizanie witryn sklepowych, zrzucanie ubrań z półek i wieszaków na podłogę, rozbrajanie dekoracji witryn. A jeśli coś po drodze nie wyszło to możesz odciągnąć glonojada od zamrażarki z lodami (tylko uważaj, bo język szybko przykleja się do jej zamarzniętych, metalowych części), przeprosić ekspedientkę, że po Waszym wyjściu będzie musiała przez pół godziny przywracać sklep do stanu używalności (włącznie z myciem szyb, biurka, podłogi i luster), powiedzieć dziecku, że zachowuje się nieodpowiednio, przywołać je do porządku.

Mówienie, że dziecko musi się wyszaleć bo jest dzieckiem nie przekona nikogo do tego, że skakanie po kawiarnianych kanapach, włażenie na zaplecze lub innym gościom pod stoliki jest w porządku. To samo tyczy się tekstów 'on już taki jest', 'nie umie usiedzieć na miejscu', 'ma ADHD'. Jest różnica pomiędzy rozbieganym, rozbawionym dzieckiem, na które rodzice mają baczenie, a dzieckiem rozrabiającym, niegrzecznym i po prostu rozpuszczonym, które robi co chce a mamusia czy tatuś albo nie zwracają uwagi na jego poczynania, albo patrzą nawet rozanieleni jakie to zabawne, energiczne dziecko. O! Właśnie pokazał pani w kawiarni fuck you, jak te dzieci szybko się uczą!*

I przypomnę - to, że wiemy że sposoby opcji nr 1 są niewłaściwe i zakazane nie oznacza, że nie ma innych metod przywoływania dzieci do porządku i pokazania im co mogą, a czego nie, co jest właściwe, a co nie. Te metody naprawdę istnieją i nie wymagają ani paska, ani rózgi, ani linijki, ani innej dyscypliny, a (tylko i aż) cierpliwości i czasu na pokazanie dziecku granic i zasad.


*Kilka lat pracy w centrach handlowych, kawiarniach, zaowocowało nie tylko umiejętnością powiedzenia 'kupże pani ten stanik' na 1200 sposobów, ale i obszernym studium dziwnych zachowań małych i dużych ludzi, tak więc wszystko co napisałam wydarzyło się naprawdę.
Aha - jeśli chcecie napisać: zobaczymy jak będziesz miała swoje dzieci (a najlepiej dwójkę), to odpowiem: to do zobaczenia!

3 komentarze:

  1. Tak, zgadzam się - licencja powinna być! I testy psychologiczne, jak dla rodziców adopcyjnych, bo te przykłady, które podałaś i tak są "lajtowe" w porównaniu z tym, co się czasem wyprawia z dziećmi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ostatnie zdanie to zapowiedź czegoś? :P

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz mój tekst. Nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz. Jeśli tak jest - bardzo chętnie przeczytam o Twoim punkcie widzenia, ale nie obrażaj, nie mów, że jestem głupia, uderzyłam się w głowę albo rodzice mnie nie kochali.
Enjoy :)